Ojczyzna Słońca, Bazylii, Wina i Oliwy
.
 

CO WARTO ZOBACZYĆ:

Wszystkie przewodniki dają pierwszeństwo Florencji - rodzinne miasto Michała Anioła, gdzie zostawili swoje genialne działa Brunelleschi, Giotto, Leonardo, Ghiberti, Donatello i wielu, wielu innych. To właśnie we Florencji niespełna dziesięć lat po bitwie pod Grunwaldem w 1420 roku, sławny Ghiberti wygrał z dwoma geniuszami Donatellem i Brunelleschim konkurs na ozdobienie drzwi do katedralnego prezbiterium. Właśnie te drzwi nazywane później przez Michała Anioła "Bramą do raju" są uznawane przez wielu specjalistów za pierwsze dzieło Renesansu. To właśnie tutaj we Florencji u Uffizich znajduje się najbardziej nieprawdopodobny zbiór malarstwa renesansowego, jaki można sobie tylko wyobrazić. Tym niemniej, latem Florencja jest sztucznym miastem, pełnym japońskich i amerykańskich turystów. Dlatego pobyt we Florencji należy sobie precyzyjnie zaplanować lub przyjechać tu wiosną lub jesienią. W przeciwnym wypadku ta perła Renesansu będzie się nam kojarzyć ze zmęczeniem.

Koniecznie natomiast trzeba pojechać do Sieny. Dziś liczy ok. 60 tys mieszkańców o połowę mniej niż w okresie swojej największej, średniowiecznej prosperity. Na każdej uliczce czuje się jednak wielkiego ducha tamtych czasów. Cóż, to miasto wydało dziewięciu papieży i choć trudno w to uwierzyć ok. pół tysiąca świętych i błogosławionych ze św. Katarzyną na czele. Nic dziwnego, że nad miastem góruje niepodzielnie Duomo - magiczna katedra wykonana z pasów białoczarnego marmuru na najwyższym z trzech znajdujących się w mieście wzgórz. Od 1284 roku budował ją genialny rzeźbiarz Giovanni Pisano, syn sławnego Niccolo Pisano.

Ale prawdziwa Siena to wąskie uliczki zapadające się w dół lub nagle biegnące do góry niczym alpejskie ścieżki, pełne wielkich kolorowych chorągwi z herbami poszczególnych 17 contrade, czyli dzielnic. To urocze zakątki, restauracje, zaskakujące okiennice i prawdziwe dzieła sztuki, jakim potrafią być zwykłe drzwi. To także ćwiczenia do palio, gdzie na podwórkach gromadzą się młodzi ludzie, by godzinami przy dźwiękach bębnów uprawiać iście cyrkową sztukę przerzucania sztandarów w powietrzu przy ekwilibrystycznych ewolucjach. To wyłożone miodową cegłą sieneńską il Campo, na którym przesuwa się wielki cień smukłej wieży Piazza Publico Torre Mangia, dziesiątki fontann i placyków. Niewątpliwie największą atrakcją Sieny jest szalony wyścig konny na wspomnianym Piazza del Campo, którego złotą regułą jest nie poddawanie się jakiejkolwiek regule.

Warto wybrać się również do Pienzy. Dawno, dawno temu była to wieś Corsignano, w której urodził się papież Pius II, wcześniej Juliusz Sylwiusz Piccolomini. Niczym ruchem czarodziejskiej różdżki przemienił zapadłą wioskę w piękne miasto. W oszałamiającym tempie zaprojektował je i wybudował Bernardo Rossellini. I wszystko tak zostało do dziś; najpełniejszy obraz quatrocenta, jaki można sobie wyobrazić. Do tego zapach platanów, błyszcząca w słońcu katedra, jakby wystająca z murów. Czysta harmonia. I jeszcze coś dla ciała - niezapomniane zakupy w sklepie z serami peccorino toscano. Trzymane w popiele, okrągłe owcze sery, kruche, rozpływające się w ustach, jakby stworzone do chianti. Nigdzie nie ma takiego wyboru jak w Pienzy.
Kolejnym miastem do zwiedzenia jest Montepulciano. Cudowny widok na jezioro Trasimeno i Monte Amiata. Warto tam odwiedzić rynek i katedrę oraz kilka uroczych piwnic z winami i oliwą, które swobodnie i bez obowiązku kupna można testować.

Ciekawym wyjątkowo miasteczkiem jest Cortona ze swym miniaturowym Museo Diocesano, którego nie powinno się w żadnym razie przeoczyć - zaskakująco znakomite ze świetnymi obrazami Signorellego oraz uderzającym Zwiastowaniem Fra Angelico. Dalej kościoły: piękny choć niszczejący San Francesco, potem niedaleko San Nicolo i San Domenico, wreszcie ulubiony przez wielu historyków sztuki, lecz w nienajlepszym stanie, Santa Maria del Calcinaio, według projektu Giorgia di Martini z 1438.

Do Montalcino warto się wybrać choćby dla samej enoteki (miejsce, gdzie sprzedaje się wino) w ruinach zamku na szczycie miasta. Jednak Montalcino nie jest atrakcyjne turystycznie, dlatego sugerujemy przedłużenie wyjazdu do siedziby Banfi jadąc z Montalcino w kierunku Grosseto i Paganico. Miejscowość nazywa się S. Angelo Scalo. Doskonała enoteka, poza tym jedna z najlepszych oliw, jakie można spotkać w Toskanii, suszone śliwki nadziewane migdałami oraz możliwość zjedzenia wystawnego obiadu z wybornymi winami produkowanymi u Banfich. Obiad ze wszystkim kosztuje ok. 50 Euro na głowę, ale się naprawdę opłaca. Trzeba się tylko zapowiedzieć i zarezerwować miejsce (telefon do Banfich: 0577-816001), a jeśli czas pozwoli, to można również zwiedzić piwnice i cały cykl produkcyjny wina.

Być może niedziela okaże się dobrą okazją do wizyty w opactwach Monte Oliveto Maggiore, Sant'Antimo i zrujnowanego San Galgano. Do zobaczenia jest także S. Gimignano z doskonałym białym winem Vernaccia oraz ze zdumiewającymi wieżami. To właśnie tutaj co roku przyjeżdża Tony Blair.
Z dziećmi warto udać się nad morze w cudownym piniowym parku Maremma. Ponoć jest to jedyny w całych Włoszech fragment naturalnej, a zarazem unikatowej plaży. Uwaga, od kilku lat wprowadzono małą zmianę i bilety do parku kupuje się w Alberese. Niekiedy trzeba poczekać trochę w kolejce, ale opłaca się.

Dla zafascynowanych widokami winnic, polecamy okolice Greve in Chianti, Castellina in Chianti i Radda in Chianti. Zwłaszcza jesienią czerwono-żółte kolory winorośli połączone z ciemnym, biskupim fioletem dojrzałych gron zatrzymują na długie godziny nie tylko pasjonatów fotografii.